Tytuł: Okrutny książę
       Autor: Holly Black
       Wydawnictwo: Jaguar
       Liczba stron: 422
       Cena: 39,90





   Któż z nas nie marzył o tym, by znaleźć się w świecie zamieszkałym przez wróżki i elfy? Rzeczywistości przesiąkniętej magią. Realiów żywcem wyrwanych z baśni. Kto nie chciałby zatańczyć na balu koronacyjnym w uszytej z mgły i złota sukni, bądź bogato zdobionym kaftanie? Kto nie skusiłby się na kęs zaczarowanego owocu, przejmującego władzę nad myślami, wprowadzający w błogi stan upojenia? Co z zakochaniem się w posiadającym rogi, skrzydła, ba, nawet ogon, przedstawicielu feerycznego, królewskiego dworu? Myślę, że każdy, chociaż raz, chciał się zgubić w gąszczu leśnej kniei, wejść w sam środek czarciego koła, lub przy blasku księżyca, zostać porwanym przez elfy. Dzięki wyraźnej inspiracji tym, co ukryte i pociągające w leśnych ostępach, amerykańska autorka Holly Black, stworzyła cykl „Okrutny księcia”. Serię dającą możliwość czytelnikom spragnionym fantastycznej przygody, zanurzenie się w prawdziwej, współczesnej baśni. Pamiętajcie jednak wszyscy zainteresowani! Niczym w géisie, tak i tutaj, kryje się mały haczyk. Upragniona przez Was bajka, nie będzie radosna, moralizatorska, z wyraźnym podziałem na niegodziwe „zło”, czy szlachetne „dobro”, a już na pewno, nie skończy się szczęśliwie.

   Życie siedmioletniej Jude było szczęśliwe oraz co za tym idzie, do bólu zwyczajne. Wypełnione smakiem rybnych paluszków z ketchupem, z obrazem animowanych, kreskówkowych postaci pod powiekami. Pełne wygód, jakie oferuje współczesność z telewizją, mikrofalówką, czy samochodem na czele. Nie zapominajmy o supermarketach, w których na wyciągnięcie ręki, dostępne są wszystkie możliwe produkty codziennego użytku. I co dla siedmiolatki najważniejsze, z przyjaznymi sąsiadkami, zawsze chętnymi do wspólnej zabawy. Do tego kochający rodzice, siostra bliźniaczka, a także Vivi, być może trochę niepasującej do pozostałych domowników ze swoimi kocimi oczami, szpiczastymi uszami, ale czy to ważne? Istna sielanka, prawdziwe, szczęśliwe dzieciństwo. Prawie. Krwawa zbrodnia — podwójne morderstwo, zmienia wszystko, co do tej pory było postrzegane przez Jude za normalne. Razem z siostrami, przerażona dziewczynka zostaje zabrana do baśniowej krainy elfów Elysium, gdzie po dziesięciu latach, pragnie odnaleźć swoje miejsce i wypełnić pisane jej przeznaczenie. Tylko jak znaleźć swoje powołanie i czy powinno się z niego wywiązać za wszelką cenę?

   Nie będę ukrywać, że na decyzję o opublikowaniu przez jakiekolwiek polskie wydawnictwo powieści „The Cruel Prince”, czekałam już od bardzo dawna. Seria Holly Black o pięknych, acz okrutnych Faeries, za granicą wzbudziła prawdziwą falę zachwytów i zebrała setki pozytywnych recenzji. Nic więc dziwnego, że gdy tylko wydawnictwo Jaguar ogłosiło oficjalną datę premiery pierwszej części „Okrutnego księcia”, wiedziałam jedno, przeczytam ją i to natychmiast, gdy tylko wpadnie w moje ręce. Kierowana tą chorobliwą ciekawością i skrajnym zniecierpliwieniem, zaczęłam lekturę zaraz po otrzymaniu e-booka na skrzynkę mailową, robiąc przerwę jedynie na sen oraz pracę (człowiek musi z czegoś opłacać rachunki, wielka szkoda). I jakie było moje pierwsze wrażanie? Ta powieść niesamowicie wciąga, pochłania czytelnika do ostatniej strony, a przy tym, błyskawicznie się czyta. Lektura zaburza poczucie czasu niczym elfie zaklęcie rzucone na śmiertelnika. Czy to jednak oznacza, że „Okrutny książę” jest pozbawiony wad? Aż chciałoby się powiedzieć „Nic bardziej mylnego!”.

Pierwszym mankamentem, który moim zdaniem, rzuca się w oczy, jest język zastosowany w powieści. Wiele z użytych przez autorkę słów jest wyjątkowo niefortunnych, powiedziałabym nawet nieadekwatnych, szczególnie gdy zestawimy je z założeniami stylu. Rozumiem, że dobór słownictwa miał przybliżyć czytelnika do świata elfów oraz ich elokwencji szczególnie w dziedzinie retoryki, jednak wypadło to wybitnie nienaturalnie. Zdecydowanie wolałabym, gdyby Holly Black, zrezygnowała z używania wysublimowanych słów, na rzecz języka potocznego. Skąd ten zarzut skierowany bezpośrednio w stronę autorki? A no stąd, że Stanisław Kroszczyński jest tłumaczem niezwykle doświadczonym i nie sądzę, aby z całą swoją zawodową wiedzą, dopuściła się takich małych, językowych faux-pas, chociaż używanie słowa „elfowy”, zdecydowanie mógł zamienić na „elficki”. Brzmi to dostojniej i jakoś tak zwyczajnie poprawniej. Jednak rozumiem, że ani ja, ani pa Kroszczyński nie jesteśmy znawcami fantastycznych dialektów, więc przytyk ten, potraktujmy z przymrużeniem oka.

Kolejną rzeczą, która ujęła sporo z przyjemności wynikającej z przyswajania lektury, było zbyt pobieżne przedstawienie postaci (sprawiających świetne pierwsze wrażenie), a raczej metamorfozy, jaka powinna w nich zajść. Przynajmniej według autorki. Weźmy na ten przykład samą główną bohaterkę, czyli Jude. W okolicach punktu kulminacyjnego, a co za tym idzie, pod sam koniec powieści, siedemnastoletnia śmiertelniczka przechwala się, jakim dobrym szpiegiem na usługach prawie koronowanej głowy była. Problem polega na tym, że Jude nie zrobiła nic szczególnie imponującego, co mogłoby mnie, jako czytelnika przekonać o jej niezwykłych umiejętnościach. Mam wzmianki o naukach poprawiających umiejętności głównej bohaterki w walce, skradaniu się, czy chociażby uodparnianiu się na trucizny (słowo specjalistyczne mitrydatyzm), jednak są one rzucone przez autorkę mimochodem, gdzieś w ferworze fabuły i nie poświęca się im więcej czasu. Wszystko, co odkryła Jude, nie było jej osiągnięciem, lecz zrządzeniem losu, zwykłym przypadkiem, a wykrycie spisku stanowiącego trzon wszystkich wydarzeń, efektem serii niezwykle fortunnych zdarzeń.

Przejdźmy jednak do pozytywnej części recenzji, gdzie przysłowiowych plusów, jest zdecydowanie więcej, niż wymienionych powyżej minusów. Tym, co od razu rzuca się w oczy, ponieważ drobny przedsmak mamy już na pierwszych kartach powieści, jest przemoc. Okrucieństwo w bardzo dużych ilościach, którego sam George R.R. Martin by się nie powstydził. Brutalności spowodowanej przez wiele czynników. Od zemsty i próby oczyszczenia plamy na honorze, po tę wynikającą ze zblazowania, czy zepsucia długowiecznych elfów. Swoją drogą ukazanie znieczulicy oraz pewnej formy poszukiwania nowych wrażeń wśród Faeries, która przeradza się w agresję lub niezdrową fascynację ludzkim życiem i ułomnościami z niego wynikającymi, jest pomysłem niezwykle ciekawym. Podobnie jak koncepcja świata, a raczej mieszkańców go zamieszkujących, tak niezwykłych, że prawie boskich, jednak niepozbawionych przywar. I nie mówię tutaj o rzeczach oczywistych, jak rządzą władzy czy chciwość. Chodzi brak możliwości wypowiadania kłamstw, bo właśnie taką elfy posiadają. Nie przeszkadza im to w knuciu intryg otaczających wszystko oraz wszystkich (łącznie z samą fabułą). Ostatnim aspektem godnym uwagi, jest konflikt panujący między samymi siostrami mieszkającymi na obczyźnie. Jednym filarem sporu są tajemnice, oddzielające Jude, Taryn i Vivienne niczym mur, który rośnie z każdym nowym dniem, drugim natomiast, stanowią różnice wynikające z poczucia przynależności do konkretnego świat. Dziewczyny nie do końca wiedzą, z kim powinny się utożsamiać i nie ma w tym fakcie nic dziwnego. Odebrane ludziom na rzecz elfów lub jak w przypadku Vivi – urodzona jako pół elf, pół człowiek i dorastająca w taki sam sposób. Niepasująca ani do jednych realiów, ani do drugich. Pomysł na stworzenie konfliktu bazującego na poczuciu własnej, zaburzonej tożsamości, jest niezwykle ciekawy oraz prawdziwy. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że właśnie ten wątek książki, stanowił mój ulubiony element „Okrutnego księcia”.

Podsumowując, powieść Holly Black o niezwykłym świecie Elysium, jest powieścią godną polecenia, chociaż niepozbawioną wad. Jednak sprawnie utkana sieć zagadek, rozterki głównych bohaterów, a przy tym brak trójkąta miłosnego, stanowią o oryginalności „The Cruel Prince”, z którego zawartością powinien zapoznać się każdy fan literatury młodzieżowej, a także miłośnicy lekkiej fantastyki.

Ocena: 6,5/10
Read More