Jak czytać w stylu Zero Waste?


Jak niektórzy z was wiedzą, od kilku miesięcy zdecydowanie więcej uwagi poświęcam moim codziennym wyborom. Intensywanie zastanawiam się nad skutkami róznego rodzaju działań, oddziałujących nie tylko na prywatną część mojego życia, ale przede wszystkim, na tę dużo ważniejszą — globalną. Stąd fascynacja Zero Waste. Ruchem, którego członkowie zachęcają innych do ograniczenia liczby produkowanych przez siebie odpadów. Zwracają uwagę na galopujący konsumpcjonizm. Wytykają pusty, społeczny materializm. Musisz więcej niż chcesz. 

Ta przytłaczająca potrzeba posiadania wkrada się w świadomość każdego z nas po cichu, napędzana mediami, gdzie piękne, uśmiechnięte influencerki z zachwytem szczebioczą nad kolejnym przedmiotem. Nową, zwiewną sukienką, (wyprodukowaną w hinduskiej fabryce ignorującej prawa pracownika). Przepyszną, limitowaną kawą serwowaną w popularnej sieci kawiarni (przyczyniającej się do światowej produkcji plastiku). I wreszcie, nad kolejną książką w błyszczącej, twardej oprawie, idealnie komponującą się z setką pozostałych papierowych grzbietów. Wiem, że to brzmi ironicznie, ale taki właśnie był zamiar. Dlaczego? Ponieważ temu zakupowemu szaleństwu uległam również ja. W każdej wymienionej kwestii oraz w tych, których nie przytoczyłam. Wydawałam pieniądze z dumą. Przecież je zarobiłam, nie powinnam więc sobie żałować drobnych przyjemności. Takie myślenie towarzyszyło mi aż do momentu, gdy z niedowierzaniem spojrzałam na swoją biblioteczkę, uświadamiając sobie jedną, bardzo prostą rzecz. Połowy księgozbioru nawet nie przeczytałam. Poddając się impulsywnej chęci kupowania, wrzucałam kolejny przedmiot do sklepowego koszyka. Tego rzeczywistego oraz wirtualnego. Następne, nowe, jeszcze jedno. Przecież wszystko jest mi potrzebne. Niezbędne.

Na początku stycznia podjęłam decyzję, z której jestem niezwykle dumna. Zrezygnowałam z kompulsywnego kupowania książek na rzeczy lektury egzemplarzy od lat stojących na moich półkach. Nabytych na przecenach, otrzymanych w prezencie, porzuconych na Kindlu. Oczywiście, w zależności od momentu — z mojego postanowienia wywiązują się lepiej lub gorzej. Jednak bez względu na to, czy ulegam premierom wydawniczym, czy restrykcyjnie przestrzegam „zakazu”, tych kilka miesięcy wyrzeczeń nauczyło mnie wielu rzeczy. Paru sztuczek, które mogą przydać się każdemu, kto chce ograniczyć zakupy lub zwyczajnie, ma na sercu dobro planety.

Poniższe pomysły ułożyłam w kolejności związane z ceną — bądź też jej barakiem. Zaczynając zestawienie od tych darmowych, a kończąc na najbardziej kosztownych. Jeżeli macie własne sugestie, których nie uwzględniłam, opiszcie je w komentarzach pod postem. Stwórzmy bazę praktycznych metod ułatwiających przyswajanie kultury popularnej w bardziej ekologiczny sposób!



Ogólnodostępne

Chociaż coraz mniej osób z nich korzysta, warto przypomnieć sobie o starych, dobrych bibliotekach. Instytucjach kultury, które za darmo udostępniają czytelnikom wiele ciekawych tytułów. Zarówno tych starych, jak i nowych. Ba, istnieje możliwość uzupełnienia przyszłych zamówień własnymi pozycjami. W ten sposób oferta poszczególnych placówek poszerza się, a czytelnicy zyskują możliwość zapoznania się z wydawniczymi nowościami. Zostanie użytkownikiem bibliotek ułatwia również internet. Dzięki cyfryzacji wiele z nich — o ile nie wszystkie, prowadzą wirtualne spisy posiadanych w swoich zbiorach książek. Jednym kliknięciem sprawdzicie, czy wybrana przez was powieść jest aktualnie dostępna!

Niemniej, z własnego doświadczenia zachęcam do odwiedzenia pobliskich „wypożyczalni”. Czasami warto pobłądzić między regałami, by odkryć powieść, której nie znacie. Dajcie się zaskoczyć...

Integracja poprzez czytanie

Dobrym pomysłem jest również dzielenie się książkami z innymi. Podrzucanie ulubionych tytułów znajomym i przyjmowanie ich ulubionych powieści. Takie podejście pozwala każdemu z nas na wyjście z czytelniczej strefy komfortu. Daje szansę poznania innych gatunków bądź autorów. To poszerza horyzonty, zapewnia nowe doświadczenia. Jednak w tym podpunkcie kryje się atut nawet istotniejszy niż czytanie. Dzięki książkowej wymianie zyskujemy możliwość spotkania ze znajomymi, porozmawiania na wspólne tematy. A czy istnieje coś lepszego niż przedmioty łączące ludzi?

Stare, a jak nowe

Dla osób, które czytane przez siebie powieści wolą posiadać w fizycznej wersji również mam dobrą wiadomość. Istnieją sposoby, zazwyczaj niedarmowe — jednak stosunkowo tanie, aby nabyć konkretne tytuły. Metodę pozwalającą niechcianym rzeczom znaleźć nowego właściciela. Wystarczy, że odwiedzicie jedną z grup np. na Facebooku lub LubimyCzytać.pl, zrzeszająca osoby zainteresowane wymianą książek. Kup pan komiks!, Książki — wymiana i sprzedaż, to tylko kilka miejsc, gdzie znajdziecie pozycje, często niedostępnych nawet w sklepach. Perełki sprzed kilku, kilkunastu lat. Niemniej, by doszło do transakcji, musicie zaoferować coś w zamian (nie licząc transakcji gotówkowych). Lekturę, która zainteresuje osobę skłonną do wymiany. Niestety to bywa niełatwe, często nawet niemożliwe. Na szczęście i w tym przypadku jest pewna alternatywa. Nie licząc antykwariatów, które są opcją oczywistą, warto zajrzeć na stronę SkupSzop.pl. Sklep internetowy skupujący oraz sprzedający używane książki. Chociaż ten wariant wypada nieco drożej niż wymiana, gorąco go polecam.

Bez papieru

Czy wiedzieliście, że aby wyprodukować tonę papieru trzeba ściąć około siedemnastu drzew? Jest to ogromna liczba, o której nie myślimy trzymając książkę. Dlatego, jeżeli zaliczacie się do czytelników, którym na sercu leży dobro planety, może warto zastanowić się nad zmianą tradycyjnej literatury na tę cyfrową? Popularna wśród fanów prozy opinia głosi, że nic nie dorównuje przyjemności płynącej z szelestu kartek. Wdychania zapachu farby drukarskiej i celulozy. Faktycznie, książki w swojej tradycyjnej formie mają niezwykły urok, ale ich współczesne odpowiedniki, również mogą przynieść sporo radości. Zacznijmy od zdecydowanie popularniejszych, dużo łatwiejszych w użytkowaniu (lżejszych) — e-booków. Chociaż sam zakup czytnika wiąże się z kilkoma trudnościami — jeżeli chcemy być eko, wybierzmy go świadomie, tak, aby służył nam latami, to sam zakup e-powieści jest niezwykle prosty. Wystarczy znaleźć internetową księgarnię, taką jak Woblink, Virtualo, a nawet Empik. Każda z nich w swojej ofercie posiada e-booki, które można kupić i pobrać na swój czytnik. Jeżeli nie posiadacie zbyt dużych funduszy, aby nabywać książki istnieją darmowe sposoby wirtualnego czytania! Niestety, zazwyczaj w ich zbiorach nie znajdziecie nowości, za to całkiem pokaźną kolekcję klasyki. Zresztą, wejdźcie na przykład na Wolne Lektury i sprawdźcie sami!

W tym momencie warto również podkreślić istotę legalności źródeł, z jakich korzystacie. Nigdy nie decydujcie się na ściąganie lektur z Chomika lub podobnych portali. W ten sposób okradacie wydawców oraz autorów. Pamiętajcie, że każda praca zasługuje na wynagrodzenie, a wasza zapłata, właśnie taką gratyfikacją jest. Dokonanymi zakupami oddajecie nieoficjalne głosy na powieści, które chcecie czytać. Dajecie wydawnictwom znać, jakie gatunki was interesują. Nie zapominajcie o tej możliwości, bo nie licząc zniknięcia kilkunastu złotówek z portfela, jedynie zyskujecie.

Wróćmy jednak do głównego tematu tego wywodu — alternatywy dla papieru. Pomijając e-booki, istnieją również audiobooki. Chociaż ich lektura, a raczej słuchanie, bywa problematyczne i nie każdemu przypadnie do gustu. Niemniej, warto spróbować, przekonać się na własnej skórze. W tym celu zachęcam was do zapoznania się z kolejnym punktem.

A może abonament?

Już od kilku lat czytelnicy w Polsce mogą korzystać z niezwykłego udogodnienia, jakim są aplikacje umożliwiające czytanie e-booków oraz słuchanie audiobooków. Wystarczy wykupić abonament w Storytel, Legimi lub EmpikGO. W zależności od waszego budżetu możecie zdecydować się na różne warianty. Empik w swojej ofercie ma cztery, różne pakiety: „Audiobooki i ebooki bez limitu” za 39,99 PLN, „Ebooki bez limitu” 29,99 PLN, „Audiobooki bez limitu” 29,99 PLN oraz „Lektury szkolne” 9,99 PLN. Storytel oferuje jeden rodzaj subskrypcji „Storytel Unlimited” 29,99 PLN. Legimi natomiast pozwala na zakup dwóch wersji „Ebooki bez limitu” 39,99 PLN i „Ebooki+audiobooki bez limitu” 44,99 PLN. Jak sami widzicie, większość z tych usług cenowo można porównać do zakupu jednak książki miesięcznie. Z tą różnicą, że w cenie pojedynczej powieści, macie ich nieograniczoną ilość. Możecie słuchać i czytać do woli. Praktycznie bez ograniczeń. Dzięki aplikacjom na telefon interesujące was lektury macie zawsze pod ręką. Nie musicie zastanawiać się, czy wzięliście książkę, gdy jedziecie autobusem, stoicie w kolejce do lekarza. Osobiście mogę stwierdzić, że dzięki Legimi oraz Storytel — jedynie z tych dwóch subskrypcji korzystałam (szykuję na ich temat post), poznałam dużo więcej książek, niż ograniczając się do tradycyjnej, papierowej wersji prozy. Ba, mając pracę, która pozwala na słuchanie różnych treści, kompulsywne korzystam z audiobooków. Tak forma „czytania” sprawdza się również podczas wykonywania domowych obowiązków, uprawiania sportu, prowadzenia samochodu. Wszędzie tam, gdzie wasze uszy są wolne i mogą pozwolić sobie na przyswajanie treści! Niemniej, rozumiem, że słuchowiska są formą specyficzną, ale każda z wymienionych przeze mnie subskrypcji, ma możliwość darmowego okresu próbnego. Kilkanaście dni wystarczy, byście przekonali się, czy audiobooki, e-booki oraz abonamenty są dla was odpowiednie!

Mam nadzieję, że powyższy tekst okazał się dla was przydatny. Jestem niezwykle ciekawa, jakie są wasze sposoby, by unikać kupowania książek. Jeżeli chcecie przeczytać o moich wrażeniach dotyczących używania Storytela, zapraszam do lektury tego artykułu. Co prawda powstał kilka lat temu, jednak pisałam go w bardzo analityczny sposób, przez co nie stracił na merytorycznym wydźwięku.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze

google.com, pub-5039018173211090, DIRECT, f08c47fec0942fa0