"Demon luster" - Martyna Radychowska

No Comments

       Tytuł: Demon luster
       Autor: Martyna Raduchowska
       Wydawnictwo: Uroboros
       Liczba stron: 415
       Cena: 39,99

       „Postawmy sprawę jasno - Ida nie ma Pecha.
         To Pech ma Idę."



   Przyszedł ten dzień, aby opowiedzieć Wam wreszcie o kontynuacji jednej z przyjemniejszych książek, które czytałam w tym roku. Nie najlepszej, jednak z całą pewnością, dającą mi najwięcej prostej przyjemności oraz czystej rozrywki płynącej z lektury. Powieści pozostawiającej mnie z ogromnym niedosytem, ale nie w tym negatywnym znaczeniu, a podsyconym tęsknotą niedostatku, spowodowanym nagłym rozstaniem z niezwykle barwnymi postaciami i stronami wypełnionymi po brzegi sarkazmem, autoironią. Nie zapomnijmy także o moim faworycie, czyli personifikacji Pecha! Najwyższa pora zaopiniować drugą część cyklu Martyny Raduchowskiej, traktującej o dalszych przygodach Idy Brzezińskiej, czyli młodej specjalistki od zagubionych dusz. Jak ta literacka prolongata wypada na tle „Szamanki od umarlaków”?

   Ida ma Pecha, a właściwie, to Pecha ma Idę. Ta rzecz pozostaje niezmienna, chociaż w codzienności samego medium w spódnicy, zmienia się wiele. Wskutek licznych zawirowań losu, chociaż zdecydowanie prawdziwiej brzmi, przez sytuacje, które zawsze idą źle, Ida składa wiążącą ją na śmierć i życie przysięgę. Jej wypełnienie jest trudne. Praktycznie niemożliwe. Sprowadzenie duszy maga Mikołaja Kwiatkowskiego, to wyzwanie i aby je wykonać, trzeba zadrzeć z samym Kusicielem. Piekielnym demonem.

   Na samym początku, pragnę podkreślić jedną, niezwykle istotną rzecz, do której warto odnieść się już na samym początku, aby nie robić niektórym osobom złudnych nadziei. Powieść Martyny Raduchowskiej nie jest oraz prawdopodobnie nigdy nie będzie tradycyjnym przedstawicielem fantastyki wysokiej. Pretenduje ona bowiem do lekkiego weird fiction z wyraźnym motywem urban fantasy, gdzie polskie, specyficzne realia, narzucają autorce dobrze znane nam z własnego podwórka zachowania społeczne. Interpretowanie „Szamanki od umarlaków” i „Demona luster”, jako odzwierciedlenia socjologicznych prawd, jest być może zbyt dalece posuniętym wnioskiem, jednak poprzez cięty humor oraz nadawanie pewnych stereotypowych cech postaciom np. zamiłowania do alkoholu, rysuje się przed oczami czytelnika, całkiem zgrabnie naszkicowana karykatura rodzimej rzeczywistości w niezobowiązującym wydaniu. Zresztą każda z tych dwóch książek, sprawdza się jako parodia pewnych motywów, czy zachowań. Wszystko traktowane jest tutaj z przymrużeniem oka, począwszy od postaci głównych bohaterów – prostych w swojej konstrukcji, jednocześnie wzbudzających sympatię, do wydarzeń, które mimo powagi sytuacji, ciągle pozbawione są niepotrzebnego patosu. Nie jest to konwencja, jaka przypadnie do gustu każdemu, dlatego warto o tym pamiętać już na samym początku lektury. Jeżeli jednak uznajecie się za fanów twórczości Marty Kisiel, to książki Martyna Raduchowskiej sprawdzą się dla Was idealnie.

   Na szczególną uwagę zasługuje kreacja samej głównej bohaterki – Idy, która ze sceptycznie nastawionej do swojego daru, ba nieakceptującej go, zamienia się w medium z powołaniem, nawet jeżeli najważniejszą motywację stanowi dla niej wizja rychłej śmierci. I chociaż problem dotyczący przejścia do świata po drugiej stronie lustra, a przede wszystkim, znalezienia tej odpowiedniej wyrwy zdaje się niemożliwy, kibicujemy sarkastycznej, młodej protagonistce, aż do samego końca. Tym bardziej że oprócz czytelnika, w działaniach wspiera ją także Tekla przybywająca z zaświatów. Marudna mentorka, jak zawsze bawi w swojej stetryczałej postawie, rzucając raz po raz dobrą radą. Warto przyjrzeć się także samym funkcjonariuszom WON-u (Wydziału Opętań i Nawiedzeń), którzy w tej historii, również posiadają istotną rolę do odegrania.
Przewrotne wydarzenia, groźba rozpłynięcia się w niebyt wisząca nad główną bohaterką niczym topór kata nad skazańcem, zadziorne poczucie humoru, a do tego surrealistyczna atmosfera przyprószona prostą w odbiorze prozą. „Demon luster”, podobnie jak „Szamanka od umarlaków”, to rozrywka w czystej postaci i właśnie za to uwielbiam prozę Martyny Raduchowskiej, która umiejętnie wplata własne zamiłowanie do zbrodni w fabułę swoich powieści. Mówiąc o zaletach książki, trzeba też wspomnieć ilustracje Sebastiana Skrobola, stylistyką przypominającą grafiki znane z komiksów, wyróżniających się grubym konturem i mocnym gestem, na tle innych rysunków zdobiących powieści.

   Po wymienieniu tych wszystkich czynników, pora ogłosić werdykt. „Demon luster” Martyny Raduchowskiej, to bardzo dobra powieść, szczególnie gdy szukacie czegoś przyjemnego, stanowiącego typową odskocznię od rzeczywistości. Być może po lekturze nie będziecie wzbogaceni kulturowo, a wasz światopogląd nie poszerzy swoich horyzontów, za to z całą pewnością, oderwiecie się od codzienności i zanurzycie w świat, który oprócz dreszczyku grozy, zapewni Wam szczery uśmiech rozbawienia.

Ocena: 7/10
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze

Prześlij komentarz