"Conviction" - Corinne Michaels

No Comments

       Tytuł: Conviction
       Autor: Corinne Michaels
       Wydawnictwo: Szósty Zmysł
       Liczba stron: 351
       Cena: 38,90

      „On tego nie rozumie,
        a ja me mogę go do niczego zmusić."

    

   Zazwyczaj podczas opiniowania książek chcę, aby treść recenzji była jak najbardziej obszerna. W moim mniemaniu długość tekstu powiązana jest z zawartością, jaką można w niej znaleźć. Właśnie z tego powodu, unikam krótki, kilkuzdaniowych publikacji. Nie satysfakcjonuje mnie argumentacja – "fajna" lub skrajna jej wersja – "szmira", chyba że dołączone są przykłady, popierające tę tezę. Muszę Was jednak zmartwić, bo od samego początku rozpisywania planu na podsumowanie "Conviction", brakowało mi słów. Zwyczajnie nie umiem opisać wielkiego rozczarowania, które poczułam po zakończonej lekturze, a raczej jej wybiórczym prześledzeniu.

   Już na samym początku muszę przyznać się do tego, o czym wspomniałam w poprzednim zdaniu. Tak, nie przeczytałam drugiej części "Consolation Duet", przynajmniej nie zrobiłam tego w tradycyjny sposób. Zabrakło mi cierpliwości, aby poświęcić książce więcej czasu, niż to naprawdę konieczne. Selektywnie śledziłam to, co niezbędne dla fabuły, bo od strony 157, nie mogłam zmusić się do obserwowania rozterek najbardziej miałkich bohaterów, jakich dane mi było spotkać w ostatnim czasie. Większa część powieści to jałowe rozważania głównych postaci dotyczące kontynuowania, wbrew wszelki przeciwnościom, ich związku lub jego ewentualnego zakończenia. Cały ten dylemat jest o tyle fatalny, że nie trudno domyślić się finału. Między egoistycznym monologiem Lee "ja chcę""to dla mnie dobre/ważne" i zaprzeczającym własnym uczuciom Liamem, jest jeszcze jedna osoba, nie mniej denerwująca niż ta dwójka.

   Rozdzielanie powieści Corinne Michaels na dwie części, nie było najlepszą decyzją wydawnictwa. Dlaczego? "Consolation" mimo prostego, wręcz infantylnego stylu amerykańskiej pisarki, wzbudziło we mnie sympatię próbą poruszenia trudnego motywu, jakim jest żałoba oraz niezwykłym zaskoczeniem fabularnym, znajdującym się pod koniec historii. Niestety, tych elementów brakuje w kontynuacji. Zwyczajnie, jest nudno. "Conviction" spośród innych powieści kobiecych nie odznacza się niczym. Co więcej, jeżeli lubicie literaturę skierowaną do płci pięknej z lekkim zabarwieniem erotycznym w tle, zapewniam Was, na ryku znajdziecie wiele innych, intrygujących pozycji.

   Najlepszym dowodem na to, że opowieść o muskularnych żołnierzach i pięknej, zagubionej kobiecie, jest niezwykle schematyczna to fakt, iż do jej przyswojenia nie trzeba wiele. Chwila wolnego czasu, minimalna ilość koncentracji. Zupełnie jak z niewymagającymi serialami polskiej produkcji, dostępnymi na wielu kanałach. Wystarczy, że pobieżnie zerkamy na ekran, by zrozumieć "zawiłe" meandry fabuły. Z lekturą "Conviction" sytuacja wygląda tak samo. Mimo przeskakiwania między dialogami, stronami, a czasem nawet rozdziałami chyba mogę zaryzykować użycie stwierdzenia, że nie straciłam nic z przedstawionych wątków. Wyrywkowe czytanie nie było rzeczą niemożliwą, co dla mnie stanowi wystarczające potwierdzenie na brak akcji w powieści.

   Wyjątkowo rażącym elementem pisarstwa Corinne Michaels jest traktowanie postaci drugoplanowych po macoszemu. Chociaż jeżeli jesteśmy przy aspektach kreacyjnych, to nikt, kogo możemy spotkać na łamach książki, nie jest stworzony w sposób realistyczny. Pozytywni bohaterowie są piękni i dobrzy, natomiast Ci źli... cóż. Są źli. Ewentualnie właśnie tak o nich mamy myśleć, nawet gdy zdrowy rozsądek podpowiada, że nic nie jest czarno-białe. Po zakończeniu lektury trudno było mi stwierdzić cokolwiek, na temat osób takich jak Paige, Mark lub Reanell. Byli mili albo wręcz przeciwnie. Strzępki informacji o ewentualnych zdradach, konfliktach małżeńskich, kryzysach osobowości, okazały się niezobowiązującymi strzępkami informacji, które nie wnosiły nic do głębszego sportretowania bohaterów czytelnikowi czy dalszego rozwoju fabuły.

   Trudno mi ukryć zaskoczenie, gdy widzę ogromną ilość pozytywnych ocen i opinii o "Conviction". Najprawdopodobniej nie mnie dane zrozumieć fenomen tej książki. Trudno, będę musiała się z tym pogodzić. I chociaż w ogólnym rozrachunku duet tych romantycznych powieści wypada przeciętnie, to drugie podejście do historii Lee i Liama, oceniam zdecydowanie gorzej niż to pierwsze. Niski werdykt nie oznacza jednak, że zniechęcam Was do lektury. Pamiętajcie, tylko aby wziąć pewną poprawkę przed sięgnięciem po tę dylogię. Inaczej możecie się rozczarować, zupełnie jak ja.

Ocena: 4/10

                                            Za udostępnienie książki, serdecznie dziękuję:

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze

Prześlij komentarz